Świadectwa

Szczęść Boże!

Mam na imię Dominik. Przystąpiłem do Szturmu na Niebo z konkretną intencją modlitewnego wsparcia w intencji poczęcia nowego życia w naszej rodzinie. Trwając z Wami we wspólnocie modlitwy, postu i jałmużny przez 9 miesięcy otrzymałem od Boga łaskę wysłuchania naszej modlitwy. Z ogromną radością i wzruszeniem dzielę się z Wami wiadomością, że moja Żona jest w 8 tygodniu ciąży!
Dziękuję każdemu z Was z osobna oraz całemu Przymierzu Wojowników za tę inicjatywę. Równocześnie ośmielam się prosić Was o dalszą modlitwę w intencji szczęśliwego narodzenia naszego dziecka. W naszym przypadku szturm na Niebo został przez Boga wysłuchany. Wraz z Małżonką trwamy w radosnym uwielbieniu Pana za cud Nowego Życia jakim nas obdarzył po raz czwarty. Równocześnie każdego dnia drżymy o nasze Maleństwo, gdyż oprócz dwóch zdrowych dzieci, mamy już jednego Aniołka u Pana.
Dlatego w naszej rodzinie szturm na Niebo trwa nadal!

Łączę się z Wami Bracia we wspólnocie i ściskam z wdzięcznością każdego z Was.

Z Bogiem
Dominik

__________________________________________________________________

O akcji „Szturm do nieba” dowiedziałem się z newslettera Przymierza Wojowników. Był to czas gdy pół roku wcześniej straciliśmy w 5 tygodniu nasze poczęte dzieciątko. Zastanawiałem się czy w ogóle jeszcze zostaniemy rodzicami, gdyż było ryzyko powtórzenia poronienia ze względu na chorobę tarczycy Żony. Gdy przeczytałem zobowiązania akcji „Szturm do nieba” tj. modlitwa, post i jałmużna wydawały się one radykalne i surowe (zwłaszcza te dotyczące dziesięciny i postu o jednym posiłku w ciągu dnia w tygodniu). Z drugiej strony czułem, że dar i cud nowego życia w rodzinie jest tak wielki, że warto się wysilić i poświęcić dla niego trochę bardziej. Najtrudniej było zdecydować się na oddawania dziesięciny. Miałem kilka wymówek jak np.: „cały czas nam na coś brakuje, tu jeszcze oddawać”, „przecież trzeba oszczędzać i nadpłacać kredyt” itp.. Jednak w końcu przekonało mnie to, że te pieniądze mogą komuś pomóc oraz wesprzeć szczytne akcje. Pomogły mi też przeczytane bądź zasłyszane kiedyś świadectwa dotyczące dziesięciny. Ostatecznie podjąłem wyzwanie i walkę z samym sobą i przystąpiłem do akcji modląc się o dar życia w naszej rodziny oraz dla innych małżeństw, gdyż znałem takie, które cierpiały z niemożności zostania rodzicami. Pan Bóg tak sprawił, że na owoce modlitwy nie musieliśmy długo czekać. Po dwóch tygodniach od rozpoczęcia akcji poczęło się nowe życie w naszym małżeństwie. To dodatkowo zmotywowało mnie do trwania w modlitwie o zdrowy przebieg ciąży. Stopniowo też Pan Bóg uwalniał mnie od przywiązania do pieniędzy i chętnie przeznaczałem swoją dziesięcinę na dobre cele. Wkrótce też Pan Bóg pokazał, że dba o nas, pomimo teoretycznie mniejszej ilości pieniędzy. W połowie szturmu dostałem niespodziewaną premię, a pod koniec akcji udało się dostać podwyższę większą niż oczekiwałem. Niecałe dwa tygodnie po zakończeniu akcji 5 stycznia b.r. urodził się nasz syn Anatol, który jest owocem modlitwy i wyrzeczeń wszystkich uczestników szturmu do nieba za co chwała Panu!

Sebastian

__________________________________________________________________

Część 1/2

Szczęść Boże,
Chciałem się podzielić, że w moim małżeństwie również pojawiło się potomstwo. Moja żona w październiku zaszła w ciążę. Nasza radość po długim czasie starania była duża i z trudem wierzyliśmy, że się udało. Ostatnio byliśmy na pierwszym spotkaniu z ginekologiem na badaniu USG i było nam bardzo trudno, gdyż otrzymaliśmy przykrą wiadomość – nasze dziecko nie przeżyje do 10 tygodnia. Przed nami bardzo trudny czas wspólnego oczekiwania na śmierć dziecka lub cud Boga. Zawierzamy mu nasze małżeństwo i nasze potomstwo, którym nas obdarzył. Już jesteśmy rodzicami i nawet jeśli Bóg zdecyduje się wziąć je do siebie to wiara nam pomaga się z tym jakoś pogodzić i zachować pokój w sercu pomimo smutku i trudu. Upatruje w tym doświadczeniu miłość Boga, chociaż brzmi to jak ironia, ale w całym smutku i trudzie jeszcze bardziej przylgnęliśmy z żoną do naszego Zbawiciela – „weź udział w trudach i przeciwnościach”.

Dziękuję, że cały ten trud przemienił mnie, upokorzył mnie każdym postem piątkowym i zbliżył do mojej żony i mojego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Chwała Bogu za PW

Część 2/2
Nasze dziecko odeszło. Moją żonę czekał jeszcze zabieg, który był dodatkowym wyzwaniem dla nas. Jednak w całej tej sytuacji odkryłem jak wiele kobiet, jak wiele małżeństw mierzy się z tym samym problem co my. Trochę inaczej teraz myślę o dziecku w kontekście tego, że jest to cud. A nasze dzieciątko opiekuje się nami, wstawiając się przed Panem, kiedyś (mam nadzieję) spotkamy się razem.

Paweł

__________________________________________________________________

Nazywam się Zbyszek i przystąpiłem do „Szturmu na Niebo” doświadczając cierpienia niepłodności w moim małżeństwie.

Żona zaszła w ciążę w listopadzie 2016 r., w trakcie „Szturmu”, po 1,5 roku starań i po roku leczenia naprotechnologicznego. Jesteśmy przekonani, że nasze dziecko jest darem Boga wymodlonym przez echo modlitwy wielu osób, w tym „Szturmu na Niebo”.

Wielkie dzięki za pomysł i realizację inicjatywy. To był wielki dar być częścią tej modlitewnej grupy. Ciężko nam było co miesiąc przekazywać dziesięcinę, zwłaszcza przy bardzo kosztownym leczeniu. Post był trochę łatwiejszy, ale też wymagał trochę wysiłku. Modlitwa nieraz trzymała mnie na duchu, zwłaszcza wtedy, kiedy nie było efektów leczenia

Modlę się o utrzymanie ciąży, prawidłowy rozwój dziecka i szczęśliwe narodziny.

Chwała Panu!
Zbyszek

__________________________________________________________________

Witam serdecznie.

Nazywam się Paweł Chorowski i przystąpiłem do szturmu na Niebo w momencie kiedy wiedzieliśmy już o poczęciu naszego syna. Podjąłem inicjatywę w intencji szczęśliwego rozwiązania dla matki i dziecka. Pan Bóg wysłuchał mojej modlitwy.
W trakcie trwania szturmu pojechaliśmy na badania prenatalne, w wyniku których okazało się, że nasz syn Ignaś urodzi się z wrodzoną, złożoną wadą serca (HRHS). Wada ta polega na tym, że Ignaś musi sobie radzić z jedną komorą serca. Po tej wiadomości wiele osób zaczęło się razem z nami modlić o zdrowie dla Ignasia. Nie ustawałem w szturmie. Dzięki Bożej Opatrzności Ignaś urodził się dnia 26 lipca 2016 roku (w 35 tygodniu ciąży) w Krakowie, ma za sobą pierwszą operację, przed nim jeszcze co najmniej dwie operacje. Ignaś jest prawdziwym wojownikiem, potrafi walczyć. Stoczył już swoją pierwszą, ciężką walkę o przeżycie. Dał radę dzięki dobrym lekarzom z Prokocimia, którzy podjęli się operacji w trybie pilnym ( i to w dniu odwiedzin Papieża Franciszka w szpitalu w Prokocimiu). Teraz z perspektywy czasu widzimy jaki błogosławiony był to czas. A był taki dzięki mocy modlitwy wielu osób. Na każdym kroku doświadczamy Bożej Opieki nad Ignasiem i naszą rodziną. Bóg zsyła nam dobrych ludzi, lekarzy, pielęgniarki, co sprawia, że Ignaś walczy dalej i jest bardzo dzielny. Przed Ignasiem jeszcze cewnikowanie serca i dwie trudne operacje, ale mimo tej trudnej perspektywy cieszymy się bardzo, że Ignaś żyje. Ignaś pokazuje, że trzeba walczyć każdego dnia i nie poddawać się. Jest bardzo pogodny i sprawia nam wiele radości. Wierzę, że będzie coraz lepiej i Ignaś dobrze wypełni to, do czego Pan Bóg go powołał.

Paweł Chorowski

__________________________________________________________________

Szczęść Boże, pragnę podzielić się z Wami co spotkało moje małżeństwo. Zawarliśmy związek małżeński 15 sierpnia 2013 r. Od dwóch lat staraliśmy się o dziecko bezskutecznie. W krótkim czasie po rozpoczęciu modlitwy (Szturm na niebo) poczęło się nasze dziecko. Nasz syn Franciszek urodził się 11 grudnia 2016 r.
Na 19 marca planujemy chrzest w podzięce świętemu Józefowi.
Dziękujemy Bogu za otrzymaną łaskę nowego życia i wszystkim uczestnikom szturmu na niebo za wspólną modlitwę! :)

Krzysztof

__________________________________________________________________

Moja żona nie zaszła w ciążę w trakcie trwania akcji. Realnie jednak mieliśmy na to czas do końca czerwca, gdyż potem względy zdrowotne uniemożliwiły nam dalsze starania o dziecko. Wrócimy do tego tematu w lutym. Jednak w żadnym razie nie traktuję czasu zaangażowania w Szturm jako zmarnowanego.

Codzienna modlitwa pomogła mi wyrobić sobie nawyk porannej modlitwy.

Post pokazał mi, że mogę mieć silną wolę. Mam, niestety, skłonności do kompulsywnego zajadania stresów. W piątki ten problem nie istniał.

Dzięki jałmużnie trochę łatwiej mi się dzielić tym, co mam, ale przede mną jeszcze długa droga do pozbycia się różnych obaw. Jałmużna była najtrudniejszą częścią. Nie przekazywaliśmy 10%, ale mniej więcej 5-7% dochodów – to było zgodne z naszym sumieniem. Bardzo wymiernym owocem jałmużny zdaje się być podwyżka, którą dostałem w pracy od grudnia… ok. 10% dotychczasowej pensji:).

Z mniej oczywistych owoców akcji:
1. Pojawiające się kryzysy w małżeństwie, również te dotyczące braku potomstwa, przekuliśmy na większą bliskość.

2. Ważny dla mojej żony zabieg, który związany jest z płodnością, odbył się wzorcowo. Było to drugie podejście. Pierwsze, w końcówce 2015 roku, było kompletną porażką – lekarze nie zauważyli tego, co maja usunąć! Została też wreszcie dobrze zdiagnozowana i są widoki na zakończenie leczenia.

3. Terapia, na której jestem od 4 lat w związku z wieloletnią depresją i przewlekłym stresem, w czasie akcji okazała się niesamowicie owocna. Dokopuję się do dużych zasobów siły wewnętrznej, mimo, że jeszcze rok temu nie wierzyłem, że je posiadam. Dzięki temu mogę być lepszym mężem, a potem, mam nadzieję, ojcem.

Na co dzień swoją wiarę czerpię z historii Abrahama i Sary. Ten fragment jest silnie wyryty w moim sercu, odkąd pewnego dnia usłyszałem go w kościele: «O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona Sara będzie miała wtedy syna» (Rdz 18,10). Wierzę, że w ten sposób Bóg przesyła nam swoją obietnicę.

Jedno dziecko czeka na nas w Niebie. Wierzę, że nie będzie naszym jedynym.

Dziękuję za zorganizowanie Szturmu i Wasze wsparcie modlitewne:).

Mateusz

__________________________________________________________________

Akcję Szturm na niebo przyjąłem z radością. Od jakiegoś czasu nosiłem w sercu pragnienie formowania się w męskiej wspólnocie jednak miałem problem z wykonaniem tego pierwszego kroku. Szturm był o tyle bezpieczny, że nie musiałem nigdzie wychodzić a jednak doświadczałem wspólnej modlitwy. W tamtym momencie tylko na tyle było mnie stać jednak świadomość oparcia w męskiej wspólnocie dawała mi wiele radości i przygotowywała do podjęcia bardziej radykalnych kroków.

Drugi powód był związany z osobistym doświadczeniem. Pierwsze 5 lat małżeństwa był dla nas czasem oczekiwania na poczęcie dziecka. Był to dla nas czas bardzo trudny jednak doświadczyliśmy wtedy też wiele dobra, poznaliśmy świetnych ludzi w Duszpasterstwie Małżeństw Niepłodnych, otworzyliśmy się na innych. Czas niepłodności był dla nas paradoksalnie czasem niezwykle płodnym, choć oczywiście w innych dziedzinach życia.

Po latach oczekiwania Pan Bóg obdarzył nas dziećmi jednak problem niepłodności wciąż leży nam mocno na sercu. Angażujemy się w prace stowarzyszenia, które wspiera małżeństwa niepłodne, staramy się uczestniczyć lub choć promować projekty i akcje, które mają na celu pomoc małżeństwom doświadczającym niepłodności. Dlatego też akcję Szturm na Niebo przyjąłem z wielkim entuzjazmem.

Problem się pojawił gdy miałem zdecydować w czyjej intencji ofiarować modlitwę, post i jałmużnę. Wahałem się czy modlić się o poczęcie trzeciego dziecka dla nas czy może w intencji znajomego małżeństwa ze wspomnianego duszpasterstwa. Znajomi ci nie doczekali się biologicznego potomstwa, 2 ciąże utracili, w końcu zdecydowali się na adopcję, ukończyli kurs lecz wtedy coś w nich się załamało. Stwierdzili, że obcego dziecka nie pokochają, nie będą potrafili w sobie pokonać tej bariery. W tym czasie nasza znajomość bardzo się rozluźniła, u nas pojawił się akurat drugi syn, nie potrafili się już tak cieszyć z nami jak wcześniej, doszły wątpliwości związane z adopcją… Kryzys był głęboki, po wielu latach chcieli nawet zrezygnować z formacji w Domowym Kościele, gdyż przeszkadzały im dzieci biegające podczas spotkań kręgu. Mieli dość niepłodności, leczenia, stowarzyszenia, w którym razem działaliśmy…

To wszystko sprawiło, że przy wyborze intencji miałem spore wątpliwości i w końcu zdecydowałem się – co by nie mówić, egoistycznie – modlić się o trzecie dziecko dla nas i tak też napisałem w formularzu zgłoszeniowym. Myślę, że tak po ludzku nie chciałem zmarnować potencjału akcji na cel z góry spisany na stracenie…

Mijały miesiące, ale przy okazji modlitwy myśl o tych znajomych ciągle mi towarzyszyła, pojawiło się coś na kształt wyrzutów sumienia i żałowałem, że podjąłem taką a nie inną decyzję.

Pod koniec Szturmu zadzwonił do mnie ten znajomy, z wielką radością wyznał, że już niedługo zamieszka z nimi niespełna roczny chłopiec. Byłem tak zaskoczony tą informacją, że jedynie serdecznie mu pogratulowałem. Dopiero później, podczas szturmowej modlitwy, wieczorem uświadomiłem sobie wagę tego co się właśnie wydarzyło. Wypowiedziałem pierwsze słowa modlitwy:

„Święty Józefie, wierny opiekunie Jezusa Chrystusa i Jego Matki Maryi, Ty znasz moje potrzeby, troski i nadzieje…”

i nagle ogarnęła mnie ogromna radość, która wylewała się z serca, nie potrafiłem, nie chciałem jej powstrzymać. Domownicy spali a ja śmiałem się na głos bo zrozumiałem, jak Bóg mnie „przechytrzył” i wbrew mojej woli lecz zgodnie z ukrytym pragnieniem serca wysłuchał mojej modlitwy.

Chwała Panu!
Grzegorz